Ciepło, słonecznie, tak jakby nie wrześniowo. Lubimy takie anomalie. Cisza bezwzgędna, gdyby nie granie świerszczy można momentami pomyśleć, że coś nie tak z naszym słuchem. Spóźnione słoneczniki zaczynają zwabiać drobne ptactwo na poczęstunek. Nad jeziorem na pomoście zagościł i poluje zimorodek - woda tak przezroczysta, że rybkę widać na kilku metrach głębokości. Spryciarz z niego - trudno go podejść.
Wieś nadal czeka na deszcz, nie jest łatwo zaorać skamieniałe od słońca pole. Sąsiad mówi,że grzyby w lesie w tym roku będziemy zbierać od razu suszone :) Obrodziła za to żurawinka, w miasteczku na ryneczku można kupić słoik żurawin (0,7 l) za 15 zł. Zima bez zapasu żurawin, miodu i soku z czarnego bzu? Może nie być kapusty, czy ogórków kiszonych, których w tym roku i tak nie będzie, ale leki do domowej apteki są. Najstarszy półkotowicz po cichu wyrokuje, że zimy ma nie być, ale zapas dla "zdrowotności" być musi. Ciepło, słonecznie, a gości brak. Na Słonecznym idą prace typu love vintage, ale o tym następnym razem. Pozdrawiamy słonecznie.