Z pięknego wieczora i cudnego poranka, nie wyśniony, a w realu z kładki złowiony, na oko ważony - dwukilowy leszcz - nęcony tajemnym "deserem" sporzadonym u sąsiada Janka zza drogi. Receptura "deseru" współcześnie znana jest tylko sąsiadowi, wędkarzowi Sławkowi i piszącemu te słowa. Pamiętają ją może jeszcze najstarsi wędkarze, ale my ją zdradzimy tylko pod jednym warunkiem - trzeba przyjechać do Słonecznego Stoku.
Akurat w przypadku, tego udanego połowu nie przypadkowy był też doping pieska Ola, którego właścicielem jest wędkarz i żony Marty - która jest właścicielką ich obu :) Ten warunek udanego połowu nie jest często spełniany, a to błąd. Dobrze jest też dla połowu (szczególnie porannego), jak ktoś nas "dopinguje" do trochę wcześniejszego niż urlopowe wstawanie. Naprawdę warto, bo nagrodą jest połów udany, cudne słoneczno - mgliste poranki, merdający ogon pieska, oraz uśmiech i śniadanie żony. Prawda Sławku?
Marto, Sławku, pozdrawiamy serdecznie - Maja i Krzysztof