Są, wdziałem wczoraj jednego w locie jadąc do miasteczka. Dziś kilka głosów grało za jeziorem. Ten dźwięk przyrody, jako jedyny ptasi śpiew smuci i cieszy w zależności od okoliczności - na jesieni przywołuje nostalgię i smutek a teraz radość w duszy. To głosy żurawi - u nas każdy je zna i usłyszy.
Dziś Maja uzbrojona w kijki pognała drogą do lasu jak strzała, zanim się zebrałem i wdrapałem na pierwszą góreczkę, ona z Bacą była już hen pod lasem. No tak, piękne słoneczko, ciężkie filce i gruba kurtka nie idą w parze z radością nordic walking :) Na końcu trasy czekała na mnie radośnie uśmiechnięta bużka - zrozumiałem, nagroda dla bohatera - order uśmiechu za wyczyn :)
Te krzyki żurawi na polach, zerwanych do wazona kilka gałązek z "kotkami" - miód na serce. Powłucząc z Bacą za Mają usłyszałem: "wiesz co Krzysiek, maiłam chandrę, ale została w lesie, chce się żyć...."
Rada na weekend - zabierz do lasu swoją chandrę i tam ją zostaw, a ciężkie zimowe ubranie i fice w szafie :)