Mówimy zwykły szary dzień, chociaż tak naprawdę każdy dzień różni się od siebie nie tylko nazwą, na swój sposób jest inny i niezwykły. Dziś mglisto - dżdżysty dzień. Sobotnie plany pomieszał padający deszcz, ale... jest pięknie. Patrzymy w niebo bo nad naszymi głowami ciągną klucze dzikich gęsi, które nie czekając na słońce lecą na południe.
Na Słonecznym Stoku też nie ma postoju, W domu pachnie suszonymi jabłkami, Maja zamyka aromaty z sadu w słoiki do zimowych wypieków - przy tej okazji do porannej kawy w niedzielę będzie pyszna szarlotka. Ostatnie pomidory dojrzewają na parpecie, przekwitające mimozy przedłużają trochę końcówkę lata w wazonie - to już jesień. Futrzaki też ją czują bo trzymają się bliżej naszego towarzystwa, Ben nie ma co robić - nudzi się i szuka zakopanych suwenirów, które otrzymywał za gwiazdorzenie, kiedy to był ulubieńcem gości i ich pociech:) Prezes i inne nasze koty teraz chętniej zajmują się dopieszczaniem swoich futerek przy ciepłym kominku niż łażeniem po mokrym podwórku. Maja spoglądając na okno, gdzie na parapecie stoi słój wypełniony po brzegi ze skarbami z nad morza i chwilami marzy, bo kiedy opuścili nas ostatni goście, my też ruszyliśmy w Polskę, przy okazji odwiedzając nasze dzieciaki. Większość czasu z całego tygodnia spędziliśmy w Trójmieście u syna Konrada z rodzinką i dwa dni u naszej najmłodszej Justysi w stolicy. Jest do czego wracać wspomnieniami bo pogodę mieliśmy przepiękną, nadmorskie miejsca popularne turystycznie niemal wyludnione - marzenie. Mimo, że mieszkamy w miejscu gdzie wypoczywają inni sami potrzebujemy też dla higieny własnej duszy zmienić miejsce. Maja i ja wiemy co znaczy zmiana otoczenia dla lepszego samopoczucia każdego z nas, dlatego też w tym roku przygotowujemy dla naszych gości taki weekendowy "czyściec" na smutną jesień i długą zimę - ale o tym trochę później :) Jak przestanie kapać za kołnierz ruszamy z kopyta do porządków w ogrodzie nad jeziorem i w obejściu, bo w internetach zapowiadają, że nadchodzi długa i sroga zima. Nie ma tego zimowego - złego, co by na zdrowie nie wyszło - wreszczie kupimy narty, łyżwy i będziemy szusować po naszych toskańskich pagórkach i zmrożonych jeziorach :)
Co by nam wszystkim się cieplej robiło na duszy będziemy Was teraz częściej obdarowywać pięknem i zwykłą codziennością naszego miejsca - zaglądajcie do nas przez to wirtualne okienko, będziemy teraz częściej Was gościć - przynajmniej raz w tygodniu. Pozdrawiamy i machamy do Was wszystkimi łapkami i ogonkami jakie mamy...