Klnę jak szewc - nie słucha, trzyma, stoi w miejscu na dużym minusie i w śniegu, przeklinam straszę i nic... Dookoła wielu zadowolonych, szczęśliwych, jeżdżą na górkę do Szelmentu, Druskiennik za litewską miedzą, wbiegają szczęśliwi, rozpromienieni z sauny do lodowatego przerębla, zbijają tyłki na ślizgawce, organizują kuligi... Teraz wiem dlaczego nazywają to białym szaleństwem - bo przewraca w głowach...
No, a moja wnusia przeszła wszystkich - takich wypieków na twarzy nie widziałem jak żyję. Z czego się tak cieszyć, no czego? Nienawidzę tego białego, zimnego..., kiedyś może sam.., ale to było dawno i już nie pamiętam. Marzę, tęsknię - do pierwszego zielonego listka na drzewie będę się modlił jak do Stwórcy...
Na osłodę pojedziemy chyba z Mają i Lechem w sobotę (jeśli pogoda dotrzyma) do Merecza - tam Niemen z góry w tej scenerii powinien wyglądać wyjątkowo pięknie :)
Zobaczcie na zdjęciach, z czego się tak cieszą, no z czego? :)