Rok w rok to samo i tak samo. Im więcej zim dożywam tym bardziej ich nie cierpię. Z jednej strony zimno, ponuro i generalnie do kitu, ale z drugiej strony nie wiedząc dlaczego biorę aparat, Bacę, gonię nad jezioro, i siedzę tam aż przemarznę do kości. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie wiem dlaczego tak się dzieje - przyzwyczajenie, czary?
Wakacje i związany z nimi wypoczynek jest najbardziej wyczekiwanym okresem w ciągu całego roku i czymś czego spełnienie jest jak najbardziej relne wśród morza życzeń, próźb i modlitw. Na Słonecznym Stoku życzymy wszystkim naszym Gościom wspaniałego wakacyjnego wypoczynku w 2016 roku - jesteśmy skromną gwarancją spełnienia tego życzenia :)
Pozdrawiamy gorąco ze zlodowaciałych Półkot.
Marianna i Krzysztof Palewicz
Po dobrym występie sauna w Półkotach :) Popularny zespół Lukasyno, dał wczoraj czadowy koncert w Sejnach - wiemy, bo nasi młodzi wrócili nad ranem z Rapu Nad Marychą szczęśliwi. Dziś, trochę niespodziewnie gościliśmy tych wspaniałych młodych ludzi z Białegostoku na Słonecznym Stoku w saunie Krystiana.
Od kiedy prowadzimy agroturystykę, z każdym rokiem przybywa życzeń świątecznych. Przyjeżdżają goście, którzy już po raz kolejny do nas wracją. Stajemy się sobie coraz bardziej bliscy, tak bliscy, że później tęsnimy, telefonujemy, składamy życzenia od których nieraz zakręci się łezka w oku, bo są to życzenia często łączone z wspomnieniem wakacynego pobytu u nas.
Chwilę to trwało zanim dotarły "twarde dowody" na to, że jestem (jak to określiła moja żona Maja) już nie tylko "półkockim" artystą fotografem (fotografikiem). Przyznam, że to przyjemne uczucie - takie wyróżnienie. Ale wszystko co miłe szybko się kończy, zostało podpisać legitymację i do dzieła...
Pozdrawiam artystycznie i słonecznie z Półkotów :)
W spokojniejszy powakacyjny czas, w jesienną pogodną sobotę wybraliśmy się z naszym przyjacielem Lechem na kolejną wyprawę w mniej znane przygraniczne regiony sąsiedzkiej Litwy. Do Merecza z Półkot pojechaliśmy przez Łoździeje, Wiejsieje i Lejpuny, to jest około 70 km.
Wekeendowy wypad poza miasto? Czy warto pokonać ponad 300 km by móc wspomnieć nie tak dawny wakacyjny pobyt? Warto, tym bardziej, że pogoda dopisała i inne przyjemności mniej lub bardziej też. Grzyby w lesie jeszcze nie urosły, ale ryby w jeziorze cierpliwie czekały :).
To co pokazuje zdęcie to najprawdziwsza prawda. Kilka dni temu zebraliśmy pół reklamówki maślaków. Wiemy, wiemy, reklamówka nie przystoi dla prawdziwego grzybiarza - ale nikt się nie spodziewał, że jakikolwiek grzybek się znajdzie i koszyczek został w domu. Deszcze uczą się padać, z rana ścielą się mgiełki, jest ciepło i zaczyna w niektórych częściach lasu pachnieć grzybnią. Grzyby już tuż, tuż.
Ciepło, słonecznie, tak jakby nie wrześniowo. Lubimy takie anomalie. Cisza bezwzgędna, gdyby nie granie świerszczy można momentami pomyśleć, że coś nie tak z naszym słuchem. Spóźnione słoneczniki zaczynają zwabiać drobne ptactwo na poczęstunek. Nad jeziorem na pomoście zagościł i poluje zimorodek - woda tak przezroczysta, że rybkę widać na kilku metrach głębokości. Spryciarz z niego - trudno go podejść.
Jeszcze niby lato, niby ciepło, a dopada nas nostalgia i smutek. Nikogo nie widać w obejściu. Tydzień bez ludzi, może i dobrze, ale nie dłużej. Tak było fajnie, swojsko. Wracajcie, słyszycie? Wracajcie! Czy to dopiero za rok? Z roku na rok znajomi stają się prawie przyjaciółmi. Mamy szczęście do wspaniałych gości, za którymi później tęskimy i wspominamy.
Ten krótki, z kropelką nostalgii klip jest dla Was. Pozdrawiamy.